Ach, ubogi żłobie


Ach, ubogi żłobie,
Cóż ja widzę w tobie?
Droższy widok niż ma niebo
W maleńkiej osobie,

Zbawicielu drogi,
Jakżeś to ubogi,
Opuściłeś śliczne niebo,
Obrałeś barłogi,

Czyżeś nie mógł sobie,
W największej ozdobie,
Obrać pałacu drogiego,
Nie w tym leżeć żłobie?

Gdy na świat przybywasz,
Grzechy z niego zmywasz,
A na zmycie tej sprośności
Gorzkie łzy wylewasz,

Któż tu nie struchleje,
Wszystek nie zdrętwieje?
Któż Cię widząc plączącego
Łza się nie zaleje?

Na twarz upadamy,
Czołem uderzamy,
Witając Cię w tej stajence
Między bydlętami,

Zmiłuj się nad nami,
Obmyj z grzechów łzami,
Przyjmij serca te skruszone,
Które Ci składamy,

opr. Januariusz Bizoń

Zimowa moda


1. Zima nadchodzi, gra zawierucha,
śnieg gęsty sypie, mroźny wiatr dmucha.
Kiedy ostrym wieje chłodem,
mróz ogłasza nową modę
zimową, zimową, hej!

Refren:
W puchy cieplutkie, w futra zimowe
każde zwierzątko musi się schować.
Bo to mróz, bo to mróz!

2. Zima nadchodzi, mróz mrozi wielki
i wodę ścina w lustra , sopelki.
Kiedy rzeka jest pod lodem,
mróz ogłasza nową modę
zimową, zimową, hej!

opr. Januariusz Bizoń

wersja wolna:

Rozwichrzona jesień


1. Ma kapelusz z ptasich piór,
kasztanowe włosy, brwi,
zbiera jabłek pełen wór,
żegna lato, z zimy drwi.
REF: Rozwichrzona, szalona,
pędzi jesień polem,
barwne suknie szarpie wiatr,
w słońcu lśnią korale.
2. W reku niesie ptaków klucz,
cztery wiatry światem gna,
głaszcze słońcem nocny chłód,
dmucha nam w ogniska żar.
Ref: Rozwichrzona…
3. Składa z liści talię kart,
głogom wróży dobre dni,
z deszczem sobie mknie przez świat,
stuka w okna, bębni w drzwi.
Ref: Rozwichrzona…

opr. Januariusz Bizoń

Czerwone maki na Monte Cassino


Czy widzisz te gruzy na szczycie?
Tam wróg twój się chowa jak szczur!
Musicie, musicie, musicie,
za kark wziąć i strącić go z chmur!
I poszli szalenie, zażarci,
i poszli zabijać i mścić,
i poszli ja zawsze uparci,
jak zawsze o honor się bić.

Czerwone maki na Monte Cassino
zamiast rosy piły polską krew.
Po tych makach szedł żołnierz i ginął,
lecz od śmierci silniejszy był gniew!
Przejdą lata i wieki przeminą,
pozostaną ślady dawnych dni,
i tylko maki na Monte Cassino
czerwieńsze będą, bo z polskiej wzrosły krwi.

Runęli przez ogień straceńcy!
Niejeden z nich dostał i padł.
Jak Ci z Samosierry szaleńcy,
jak Ci spod Rokitny, sprzed lat.
Runęli impetem szalonym,
i doszli. I udał się szturm.
I sztandar swój biało-czerwnony
zatknęli na gruzach wśród chmur.

Czy widzisz ten rząd białych krzyży?
Tu Polak z honorem brał ślub.
Im dalej tam pójdziesz, im wyżej
tym więcej ich znajdziesz u stóp.
Ta ziemia do Polski należy,
choć Polska daleko jest stąd,
bo wolność krzyżami się mierzy!
Historia ten jeden ma błąd!

opr. Januariusz Bizoń

Szara piechota


Szara Piechota

Nie noszą lampasów, lecz szary ich strój,
nie noszą ni srebra, ni złota,
lecz w pierwszym szeregu podąża na bój
piechota, ta szara piechota.

Maszerują strzelcy, maszerują,
karabiny błyszczą, szary strój,
a przed nimi drzewa salutują,
bo za naszą Polskę idą w bój.

Idą, a słońcu kołysze się stal,
Dziewczęta zerkają zza płota,
A oczy ich dumnie utkwione są w dal,
piechota, ta szara piechota.

opr. Januariusz Bizoń

Pieśń Legionów

Legiony to żołnierska nuta,
Legiony to straceńców los.
Legiony to żołnierska nuta,
Legiony to ofiarny stos.

My pierwsza brygada, strzelecka gromada
Na stos rzuciliśmy swój życia los,
Na stos, na stos!

O ileż mąk, ileż cierpienia,
O ileż krwi, wylanych łez,
Pomimo to nie ma zwątpienia,
Dodawał sił wędrówki kres.

opr. Januariusz Bizoń

Cztery razy dwa…

Ucz się matmy, mój kochany i polskiego też się ucz,
jeśli nie – to fakt jest znany, że kamienie będziesz tłuc.
Na historię chodzę w kratkę, różne daty znam przypadkiem,
a języki przez te lata – to życiowa wielka strata.

Ref.Cztery razy dwa to osiem, każdy dobrze o tym wie,
jeśli uczeń ma to w nosie, to tragicznie jest i źle.

Cztery pałki masz z polskiego, a z tej matmy chyba pięć
i z przyrody sroga pani też postawić ma je chęć.
W geografii – kto tam trafi? Na biologię też ma fobię,
lewe ręce do techniki, nie mam słuchu do muzyki.

Ref. Cztery razy dwa…

Lubię chodzić na plastykę, no i kocham gimnastykę,
ale chemia, ależ skąd, to życiowy jest mój błąd.
Już od września w szkolnej izbie, wszystko wiem o katechizmie.
to teoria, a w praktyce piekło czasem też zachwycę.

Ref.Cztery razy dwa…

opr. Januariusz Bizoń

To już jesień


1. Za oknami wieje wiatr
szare chmury nisko gna.
Z drzew ostatni listek spadł,
pachnie deszczem cały świat.

Ref: Odleciały wszystkie ptaki
za siedem wielkich mórz,
pochwały się ślimaki,
to jesień już.

2. Nad polami siwa mgła
otuliła ziemi szmat,
juz pajęczą pocztę wiatr
hen daleko poniósł w świat.

Ref: Odleciały wszystkie ptaki
za siedem wielkich mórz,
pochwały się ślimaki,
to jesień już.

opr. Januariusz Bizoń

Aniołowie z naszych pól


1. Tam na polach aniołowie śpiewają już swój boski hymn,
echo w górach tak odpowie, świat cały wnet zadźwięczy nim:
Gloria in excelcis deo!

2. O, pasterze, cóż za święto? Dla kogo ten aniołów zew?
Czyja radość i zwycięstwo, dla kogo triumfalny śpiew?
Gloria in excelcis deo!

3. Zaczekajmy więc w pokorze, by ujrzeć jak Dzieciątko śpi,
światła Pan, Twój Syn, o Boże, dla niego zaśpiewajmy dziś:
Gloria in excelcis deo!

opr. Januariusz Bizoń

Mroźnej zimy…


W głębi serca skrywam głos
I mam dreszcze kiedy zawieje wiatr
W moich oczach widzisz blask,
Kiedy noc omroczyć chce moją twarz.

Mroźnej zimy chłód pokonam,
pójdę śladem ciepła Twoich słów.
Przepłynę przez jeziora,
Twój głos ukołysze mnie do snu.
Niespokojne niebo
oszroniło świat od stóp do głów,
gdy otwieram oczy, czuję jak powoli pęka lód.

Chociaż już nie czuję stóp,
na tej ziemi, którą ukradł nam śnieg,
wystraszona czekam tu.
Jedna myśl o Tobie ocali mnie.

Mroźnej zimy chłód pokonam,
pójdę śladem ciepła Twoich słów.
Przepłynę przez jeziora,
Twój głos ukołysze mnie do snu.
Niespokojne niebo
oszroniło świat od stóp do głów,
gdy otwieram oczy, czuję jak powoli pęka lód.

opr. Januariuz Bizoń